Aktualności
presented by
27/01/2016

Niesamowity mecz dał Niemcom półfinał

RELACJA: Niemcy pierwszy raz od 2008 roku zdołali awansować po półfinału EHF EURO. Ostatecznie sukces zapewniło im niezwykle trudne zwycięstwo w meczu z Duńczykami

Photo: Sascha Klahn

To był dzień niespodzianek. Najpierw Norwegowie pokonali broniących tytułu Francuzów w Krakowie, a później do grona półfinalistów dołączyli Niemcy po pasjonującym pojedynku z Danią.

Mecz z Danią był ich piątym kolejnym zwycięstwem na EURO i właśnie piąty triumf dał Niemcom piąty w historii półfinał mistrzostw Europy.

- Jestem podekscytowany tym cudownym meczem. Dania była trudnym rywalem, ale zagraliśmy tak, jak chcieliśmy i udało nam się podtrzymać passę - powiedział Andreas Wolff, niemiecki golkiper.

Podczas gdy Niemcy tańczyli z radości na boisku, końcowa syrena meczu wprowadziła zawodników z Danii w stan szoku.

Tylko sytuacja w której Hiszpanie nie zdobyliby pełnej puli w meczu z Rosjanami premiowała Duńczyków do gry o medale. W innym wypadku, pozostaje im walka o 5. miejsce.

Ostatecznie to Hiszpanie zagrają w strefie medalowej.

Niemcom natomiast przyjdzie zmierzyć się z drugą turniejową niespodzianką - reprezentacją Norwegii.

Duńczycy byli blisko sukcesu, jednak wypuścili z rąk dwubramkowe prowadzenie i cztery ostatnie trafienia meczu padły łupem Niemców.

Atmosfera na trybunach była godna najważniejszego turnieju piłki ręcznej, fani obu ekip krzycząc i śpiewając stoczyli pojedynek niemal tak zacięty jak ich ulubieńcy na boisku.

Drużyna Danii, wsparta kilkoma świetnymi interwencjami Niklasa Landina, zdołała na początku spotkania wyjść na prowadzenie 5:3, a potem 8:7.

Ale jeśli ktoś zastanawiał się, czy przetrzebiony kontuzjami zespół znad Łaby da radę stawić czoła duńskiej ofensywie, odpowiedź mógł znaleźć na boisku.

Niemiecka obrona nie uginała się pod nawałnicą Duńczyków. Andreas Wolff stworzył niezwykłe widowisko, lewy rozgrywający Steffen Fäth wpadł w trans i zdobył aż sześć bramek w pierwszej połowie.

Fäth był liderem zespołu w jego najlepszym momencie tuż przed przerwą, kiedy wynik 8:7 zdołał odwrócić w prowadzenie 10:8.

To przebudziło nieco Duńczyków: Landin złapał rytm gry i cała drużyna znów zaczęła czerpać korzyści z jego genialnych interwencji. Drużyna zdołała zdobyć cztery bramki z rzędu, a pierwsza część spotkania zakończyła się ich prowadzeniem 13:12.

Niemcy pewnie zaczęli drugą połowę i zdołali wyjść na prowadzenie, mecz stał się natomiast taktycznym defensywnym pojedynkiem. Obaj bramkarze świetnie wywiązywali się ze swoich zadań.

Duńczycy lepiej organizowali swoją grę obronną, podczas gdy Niemcy nie szczędzili sił w ataku - obie ekipy nawzajem się neutralizowały i żadna nawet na moment nie dominowała w pojedynku.

Przy wyniku 13:14, Duńczycy znów ocknęli się i w 42. minucie spotkania prowadzili 18:16.

Zawodnicy z Półwyspu Jutlandzkiego byli pewni w kontrach, jednak Niemcy nadal zdobywali bramki i wyłączyli z gry najlepszego na boisku Mikkela Hansena, podwajając na nim krycie - dziesięć minut przed końcem na tablicy widniał remis 21:21.

Wtedy bramki Lindberga i Hansena zwiększyły szanse Duńczyków, jednak nie zdecydowały o ostatecznym zwycięstwie.

Wolff obronił trzy rzuty, a Niemcy znów doprowadzili do remisu 23:23. W hali czuć było napięcie, a kibice zespołów zaczęli popadać w niemal szaleństwo.

Sto pięćdziesiąt sekund przed końcem, Tobias Reichmann wykorzystał rzut karny, tym razem to Niemcy byli górą.

Gdy Fabian Wiede podwyższył na 25:23, marzenia Niemców były już naprawdę bliskie realizacji, jednak ostatecznie to dwie interwencje Wolffa dały drużynie bilety do Krakowa.

- Niemcy po prostu rozegrali świetne spotkanie. My natomiast nie graliśmy tak dobrze, jak potrafimy przez większość meczu i to ostatnie minuty, w których widać było nasze zmęczenie, zdecydowały o porażce - powiedział Gudmundur Gudmundsson, trener Duńczyków.

written by Björn Pazen / ts / tłumaczenie: Bartek Pławecki