Aktualności
presented by

Blog

22/01/2016

Zagubione nożyczki w Pokoju Zwierzeń

O tym, jak w ekstremalnych warunkach stawia się na nogi piłkarzy ręcznych

  • Photo: Grzegorz Trzpil

Na parkiecie zostawiają serca i hektolitry potu. Skręcają stawy, łamią kości, nadciągają mięśnie i zrywają więzadła. Piłkarze ręczni łatwego żywota nie mają. Szczególnie na dużych turniejach, gdy na regenerację często jest tylko jeden dzień. Jak w tak ekstremalnych warunkach stawia się zawodników na nogi?

Trzech ludzi – jeden lekarz i dwóch fizjoterapeutów – to oni stają przed tym karkołomnym zadaniem. Rafał Markowski, Krzysztof Rudomina i Jerzy Buczak, czyli trio do zadań specjalnych, wszystkie tajemne zabiegi na reprezentacji Polski przeprowadzają w jednym pokoju – tzw. „fizjoroomie”, inaczej zwanym Pokojem Zwierzeń.

Doktor Rafał Markowski zgodził się uchylić drzwi do tego sekretnego pomieszczenia i pokazać, jak to wszystko funkcjonuje. Na co dzień ten sympatyczny jegomość pracuje w pięciu (!) szpitalach rozsianych po całej Polsce, pierwszoligowym klubie piłki nożnej oraz Komisji Medycznej PKOl-u.

Pracę z kadrą rozpoczął w 2012 roku. Przyznaje, że to specyficzne zajęcie. „Chłopcy potrafią dać się we znaki. Mają swoje humorki, my – sztab medyczny – też” – śmieje się. W „fizjoroomie” spędza co najmniej pół dnia. Nie kładzie się spać przed trzecią, a wstać musi już o ósmej. „Ale lubię sobie pospać. Jak wczoraj śniadanie mogliśmy zjeść do jedenastej, to ja zszedłem dopiero o 10:45” – przyznaje.

Podczas zgrupowania jest tak zajęty pracą, że nawet nie wie nawet, jaki jest dzień tygodnia. „To przecież nie ma znaczenia, jest to po prostu kolejny dzień zgrupowania” – mówi Markowski – „Jedyny podział, jaki funkcjonuje, to ten na dni meczowe i niemeczowe. Datę sprawdzam tylko wtedy, gdy trzeba wpisać ją do dokumentacji badań. Czas zasuwa, zaczęliśmy 14 grudnia, czyli już szósty tydzień jesteśmy razem”.

Ale z chłopakami nigdy nie jest nudno. Pokój fizjoterapeutów jest zawsze otwarty, więc każdy może do niego wejść – ruch jest naprawdę spory, więc nie trudno o bałagan. „Kupiłem ostatnio nowe nożyczki. Włożyłem je do torby, ale ktoś je sobie wyjął, bo chciał coś dociąć i oczywiście nie odłożył na miejsce. Nie mam pojęcia, gdzie są” – Markowski z uśmiechem kręci głową – „Ręce opadają czasem”.

Praca z kadrą dostarcza mu także ciekawych przypadków medycznych, rodem z „Dr House’a”. „Najdziwniejsza kontuzja, z jaką miałem do czynienia, to uraz Krzyśka Lijewskiego z Kataru” – opowiada – „On wtedy zerwał przywodziciel palucha, czyli mięsień odpowiedzialny za popularne haluksy. Kontuzja spowodowała, że palec wygiął się na zewnątrz. Wszyscy lekarze, którzy później oglądali Lijka, mówili, że nigdy się z czymś takim nie zetknęli!”.

Terapia zimnem

Podczas zgrupowania codziennie zużywa się ok 50 – 80 kg lodu. Duża jego część wykorzystywana jest do obsługi urządzenia Game Ready, czyli maszyny do leczenia zimnem. Kadra piłkarzy ręcznych dysponuje dwoma takimi aparatami, które wiecznie krążą po pokojach.

Urządzenie kompresuje i przepuszcza lodowatą wodę po kontuzjowanej okolicy ciała sportowca. Ma postać spodni, po założeniu których zawodnik musi leżeć w bezruchu, ponieważ woda pompowana jest również od spodu. Schładzanie mięśni następuje w temperaturze od 3 do 15 stopni – chłopcy sami ustawiają sobie program w zależności od wrażliwości na zimno.

Na podobnej zasadzie wykorzystywane są również specjalne rękawy zakładane np. na bark lub łokieć. Idea urządzenia to wymysł amerykańskiej armii, który z czasem zaadaptowany został na potrzeby profesjonalnego sportu.

Pozostałą część lodu wykorzystuje się na treningach i wieczorami do drinków ;)

Prywatny basen w szatni

Bardzo ważne jest schłodzenie zmęczonych mięśni tuż po dużym wysiłku, czyli po meczu. W tym celu, w szatni Polaków instalowany jest specjalny basen iCoolSport, do którego jednorazowo mieści się do trzech zawodników w pozycji siedzącej. „Nie jest to urządzenie tak mobilne, jak Game Ready, więc nie wozimy go ze sobą wszędzie. Zabieramy je dopiero wtedy, gdy instalujemy się gdzieś na dłużej” – tłumaczy Markowski.

W basenie następuje ciągły obieg zimnej wody. Pompa zasysa ją z jednej strony, ochładza i wpuszcza z powrotem do basenu z drugiej. Zawodnicy przez ok. 3-5 min. taplają się w wodzie o temperaturze 7 stopni Celsjusza. Brrr zimno!

Przenośne USG

Wygląda jak zwykła, niewinna walizeczka, ale nie dajcie się zmylić! To mobilne USG z dostępem do Internetu, który umożliwia archiwizowanie dokumentacji. Dzięki niemu, o każdej porze dnia i nocy, dr Markowski może wykonać chłopakom badanie, bez konieczności udawania się do szpitala. Walizeczka waży ok 6 kg, ma wbudowaną baterię, dlatego w każdej chwili można odłączyć ją od prądu, zamknąć i wziąć ze sobą na trening. Koszt takiego urządzenia to ok. 100 tys. zł.

Laser wysokoenergetyczny

„Tak wysokoenergetyczny, że czasem przy odpalaniu urządzenia uruchamia się alarm przeciwpożarowy w hotelach!” – śmieje się doktor Markowski – „Mieliśmy kiedyś taki problem na zgrupowaniu w Chicago. Włączył się alarm, grzmotnęło i wszystkich wyprowadzili z hotelu”.

Lasera używają tylko fizjoterapeuci. Trzeba wiedzieć dokładnie, jak to robić, ponieważ urządzenie może być niebezpieczne. Głowica, z której uwalniane są wiązki lasera posiada specjalne zabezpieczenie, utrzymujące stałą odległość od skóry zawodnika tak, by jej nie poparzyć. Obsługa sprzętu odbywa się wyłącznie w okularach. Wskazania: przewlekłe stany zapalne.

Służbowy tablet

Doktor Markowski i jego koledzy z kliniki Rehasport w Poznaniu są autorami pionierskiej aplikacji do ewidencji kontuzji SIOMS, z której korzysta polska kadra. Poza najzwyklejszymi charakterystykami zawodnika, takimi jak wzrost, waga, wiek itd., wprowadzane są do niej dane dotyczące każdego urazu, np. miejsce doznania kontuzji, jej mechanizm (czy zdarzyło się to w kontakcie z zawodnikiem, czy nie), charakter (czy jest to uraz ostry czy przewlekły).

Brzmi banalnie? Może i tak, ale nikt wcześniej nie wpadł na wykorzystanie techniki w raportowaniu wypadków. „W IHF działa komisja medyczna, ale nie ma takiej komisji w EHF. Od jakiegoś czasu, wraz z kolegami z Poznania, angażujemy się w to, żeby ją stworzyć i odgrywać w niej ważną rolę. Do tego ma nam służyć ta aplikacja” – tłumaczy Markowski.

„Na każdych mistrzostwach trzeba raportować urazy, czemu służą odpowiednie formularze. Dążymy do tego, żeby odejść od papierkowej roboty, wszystko archiwizować na tabletach i żeby taka aplikacja była oficjalną aplikacją mistrzostw. Chodzi o to, by lekarze kadry mogli w przyszłości korzystać ze zgromadzonych danych. Teraz wygląda to tak, że my wszystko raportujemy, a to potem gdzieś znika” – podsumowuje.

Skrzynie pełne sprzętu

Na każdym zgrupowaniu musi być duży zapas sprzętu ochronnego. Polska kadra ma ich całe skrzynie. Jedna jest nawet zamykana na kłódkę, ponieważ chłopcy lubią sobie co nieco podkradać. „Potem myślę, że coś mam, a tego nie mam i jak tego potrzebuję, to jest problem” – śmieje się Markowski. „A tak to zakładam kłódkę i mam święty spokój” – kwituje.

Co znajdziemy w skrzyniach? Ochraniacze na różne części ciała (zobaczycie je np. u Sypy), skarpety, stabilizatory (niektórzy zawodnicy, jak np. Krzysiek Lijewski czy Maciek Gębala używają ich niemal od początku kariery), tape’y (profesjonalne, nie takie, które za grosze można dostać w Internecie) i całe mnóstwo innych ciekawych wynalazków. Moją uwagę przykuły szczególnie usztywniane spodenki bieliźniane, zakładane przez chłopaków pod regularne spodenki sportowe. W kilku miejscach posiadają one specjalną gąbkę pochłaniającą część potencjalnych uderzeń.

„Niektórzy nie lubią w nich grać, ale ja je wszystkim zalecam. Jeśli chłopcy ich nie włożą, to muszą liczyć się z tym, że po ewentualnym urazie będą dłużej wracać do formy” – wyjaśnia Markowski. Dlaczego? Ponieważ, grając w tych spodenkach, uderzenie w udo rozkłada się dzięki gąbce na większą powierzchnię i późniejszy krwiak jest po prostu mniejszy.

Bardzo ważne są kolory ekwipunku. Polscy kadrowicze korzystają z białego lub czerwonego sprzętu, by nie odróżniały się one od barw strojów. Wszystko musi być jednolite, by nie oberwać karą od federacji, jak to miało ostatnio miejsce np. w przypadku Słoweńców (którzy w meczu ze Szwecją założyli różne skarpetki).

Suplementy, leki i maści

Są i osobne pudła z suplementami diety. Wśród nich m.in. napoje energetyczne, aminokwasy, batony proteinowe i witaminy. Każdy piłkarz ręczny codziennie dostaje od trzech do pięciu porcji różnego rodzaju specyfików. Rano wszyscy przyjmują aminokwasy, wieczorem magnez.

Przed meczami każdy bierze coś innego. Niektórzy piją aspirynę, inni Red Kicka, jeszcze inni Power Bomb (malutkie fiolki z napojem energetycznym na bazie kofeiny i guarany), a np. Karol Bielecki przyjmuje po prostu witaminę B12.

Lekarz kadry musi mieć także zapas lekarstw na każdą okazję. Antybiotyki, mocniejsze środki przeciwbólowe, zastrzyki z kwasem hialuronowym – wstrzykiwane do kolan w celu zabezpieczenia chrząstki zawodnikom z mocno wyeksploatowanymi stawami, np. Kasie czy Gadżetowi – a także zwykłe ferwexy, ketonale, bandaże, gaziki i inne specyfiki podstawowego użytku.

„Jest tego tak dużo, że bardzo często w przypadku, gdy nasze fizjoroomy są dość małe, robimy sobie magazyn w łazience” – śmieje się Markowski.

written by Magda Pluszewska