Aktualności
presented by

Blog

13/01/2016

Spacerkiem po Wrocku: akwaria, krasnale i bary mleczne

O tym, dlaczego na pierwszy mecz w Hali Stulecia dobrze jest przyjść dużo wcześniej

Pierwsza zasada przyjeżdżających do Wrocławia – nie pchać się samochodem do centrum! Utkniecie w gąszczu jednokierunkowych uliczek, a o zaparkowaniu auta w ogóle możecie zapomnieć. Chyba, że będziecie mieli niewyobrażalne szczęście, że ktoś Wam akurat przed nosem zwolni miejsce.

Jeśli już musicie wjeżdżać w okolice rynku, bo np. będziecie tam mieszkać podczas mistrzostw, to nie korzystajcie ze specjalnie wydzielonych parkingów, bo wydacie na nie majątek (kilkadziesiąt złotych za dobę). Parkujcie normalnie, zwyczajnie w strefie, wzdłuż ulic – godzina to koszt 3 zł, a opłaty obowiązują w godzinach 9 – 17.

Komunikacja miejska działa całkiem sprawnie, a do tego po torach wciąż jeszcze jeżdżą akwaria – tramwaje starego typu, nazywane tak ze względu na dużą ilość powierzchni szklanych. Przejażdżka takim pojazdem – to dopiero frajda dla dzieciaków! ;)

Studenci vs pracusie

Mieszkańcy Wrocławia zauważają zasadniczy podział społeczeństwa na dwie grupy: studentów i pracusiów. Studenci, jak to studenci, mają specyficzne podejście do życia. Nigdzie im się nie spieszy i zawsze znajdą czas na wszystko, tylko nie na to, czym faktycznie powinni się zająć. Pracusie natomiast w wiecznym biegu próbują udowadniać sobie, że codzienna harówka zapewni im dostatnie życie na emeryturze.

Podział ten odzwierciedla się w strukturze lokali we Wrocławiu. Są takie, gdzie zjemy duży, dwudaniowy, sycący obiad, popijemy kompocikiem i za wszystko zapłacimy parę złotych. Są i takie, gdzie za potrawy o dziwnych nazwach trzeba będzie zostawić kelnerowi połowę zawartości portfela.

Bary mleczne, wino i pierogi

Do tych pierwszych z pewnością można zaliczyć szereg barów mlecznych. Podczas pobytu we Wrocławiu przechodziłam obok kilku – większość wypisz wymaluj jak te z czarno-białych kronik filmowych PRL-owskiej rzeczywistości. Przeszklone lokale z babcinymi firankami w oknach, zatłoczone co najmniej tak, jak amerykańskie galerie handlowe w Czarny Piątek.

Do najpopularniejszych barów mlecznych należą: Miś przy Kuźniczej 48, Jacek i Agatka (pl. Nowy Targ 27) i Misz-masz (ul. Nożownicza 14-16). Wszystkie znajdują się w okolicach rynku. Jeśli gustujecie w domowych racuchach, plackach ziemniaczanych, pierogach czy solidnych kotletach schabowych, a przy tym nie macie wygórowanych potrzeb estetycznych odnośnie lokalu, koniecznie zajrzyjcie do któregoś z barów.

Z droższych knajp miejscowi polecają restaurację Bernard, znajdującą się na samiutkim rynku. Serwują w niej potrawy kuchni polskiej i czeskiej. Do wyboru dania mięsne, jarskie, zupy, sałatki, obszerna karta win i rodzinnie produkowane piwo Bernard. Ciepłe wnętrze z mnóstwem obrazów na ścianach i miła obsługa to dodatkowe atuty tego miejsca.

Mnie jednak najbardziej zachwyciła pierogarnia Stary Młyn (Rynek 26). Poza tradycyjnymi pierogami, zjemy w niej tzw. piecuchy, czyli pierogi z pieca. Porcje podawane po trzy lub pięć sztuk – zastanówcie się porządnie, bo pierogi są wielkości pięści! Na szczęście, czego nie zmieścicie do brzucha, zapakujecie do torebki na wynos.

Zestawy pierogów, z małymi wyjątkami, można dowolnie komponować. Od wyboru aż głowa boli! Diabelskie, hetmańskie, zakonne, wiejskie – pod tymi nazwami kryją się niesamowite kompozycje smakowe. Mnie bardzo smakowały pierogi Pięć Serów – jak sama nazwa wskazuje, w każdym z pięciu pierogów inny ser.

Jedynym minusem lokalu jest straszny tłok - niemal zawsze trzeba czekać na stolik. Lepiej wybrać się większą grupą, bo idąc we dwójkę lub trójkę ryzykujecie wciśnięciem Was przez obsługę do jakiegoś malutkiego stolika w rogu.

Nie tylko rynek

Życie towarzyskie Wrocławia toczy się głównie na rynku. Nic dziwnego – w kolorowych kamieniczkach upchana jest niezliczona ilość knajp, kawiarni i sieciowych lokali typu McDonald’s czy Pizza Hut. Można zjeść obiad, zagryźć ciachem, popić kawą, a potem czymś mocniejszym, praktycznie nie ruszając się z miejsca. Warto jednak wychylić się nieco poza mury rynku i zajrzeć w okalające go uliczki.

I tak np. przy ul. Kuźniczej znajdziemy Kalambur i Kalaczakrę. Dwa lokale, jeden dla palących, drugi dla niepalących. Miejsce pełne studentów, z bardzo ciekawym wystrojem i dobrą muzyką, m.in. jazzem. Typowo jazzowy klub to np. Vertigo (ul. Oławska 13) – ciemne, klimatyczne wnętrze z uśmiechającymi się ze ścian gigantami czarnej muzyki. Jest i Mleczarnia przy ul. Pawła Włodkowica z pyszną czekoladą, kawą i domowymi wypiekami.

Nocny maraton po klubach? We Wrocławiu odbywa się on w Pasażu Niepolda. Klub na klubie, mnóstwo ludzi i atmosfera sprzyjająca zawieraniu nowych znajomości. Jedni chwalą tę okolicę, inni każą omijać szerokim łukiem („bo masówka, tłok, ścisk i w ogóle Mordor”).

Panorama: racławicka czy wrocławska?

Jeśli po zwiedzaniu knajp najdzie Was ochota na „prawdziwe” zwiedzanie, to koniecznie zobaczcie Panoramę Racławicką. Tak, wiem, uczyliście się o niej w szkole i to nuda, kolejny znany obraz, który „warto zobaczyć”. Też tak myślałam, dopóki sama nie obejrzałam tego gigantycznego płótna. 15 m wysokości i 120 m długości! Mistrzostwo perspektywy, proporcji, światłocienia – głębia obrazu taka, że aż chce się w niego wejść.

Muzeum znajduje się przy ul. Purkyniego 11, bilet normalny kosztuje 30 zł, zaś ulgowy 23 zł. W bezpłatnej szatni można zostawić kurtki i plecaki. Seanse odbywają się co pół godziny (chodzimy w kółko po platformie, a męski głos lektora opowiada o poszczególnych częściach obrazu; możliwość odsłuchu w siedemnastu językach), lepiej wcześniej zamówić wejściówki, ponieważ często są one wykupione już na kilka sesji do przodu.

Fajnie też wjechać na górę Sky Tower, najwyższego budynku w Polsce, i spojrzeć z góry na miasto. Co prawda, na szczycie budynku nie ma zupełnie nic – tylko przeszklone, puste wnętrze o białych ścianach i automatem z kawą – ale za to widok zapiera dech w piersiach. O ile akurat nie ma mgły ;)

Wjazdy co 15 minut, bilety kupuje się w galerii handlowej na dole budynku. Również może okazać się, że na dwie godziny do przodu wszystkie miejsca wykupione, ale od czego jest galeria? Sklepy, kawiarnie, restauracje, interaktywne gry dla dzieci – jest co robić.

Hala stulecia

No i wreszcie hala. Hala Stulecia. Piękny obiekt wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i jedno z największych dzieł architektury XX wieku. Dziwnie ogląda się mecze w tej hali – myślę, że będzie to dla Was ciekawe doświadczenie. Za pierwszym razem koniecznie przyjdźcie wcześniej, inaczej przegapicie ze dwadzieścia minut gry, podziwiając gigantyczną kopułę wiszącą nad boiskiem.

Trzeba też będzie przyzwyczaić się do ułożenia trybun, które jakby wyłaniają się ze ścian – filary w rogach areny początkowo też trochę odwracają uwagę do widowiska. Zaletą hali jej jest stosunkowo mała pojemność – z każdego miejsca mamy dobrą widoczność i czujemy bliskość zawodników.

Kamienne krasnale

Jak zapewne wiecie, we Wrocławiu na ulicach znajduje się mnóstwo kamiennych krasnali. Na tę chwilę jest ich dokładnie 163. Wykaz wszystkich rzeźb znajdziecie na: www.krasnale.pl Udanej wycieczki tropem karzełków!

written by Magda Pluszewska