Aktualności
presented by

Blog

26/01/2016

Przyjechali, by zrobić hałas!

O tym, jak garstka kibiców prowadzi w nieziemskim dopingu piętnaście tysięcy osób w krakowskiej Tauron Arenie

  • Photo: Tomasz Fafara

Jest ich garstka – zaledwie pięćdziesiąt osób. Przyjechali, by zrobić hałas. Hałas, jaki od początku powinien rozpierać ściany Tauron Areny podczas mistrzostw Europy. W pierwszych dwóch spotkaniach miejscowa publika była jeszcze mocno nierozgrzana – zdarzały się momenty ciszy, które na imprezie rangi mistrzowskiej (na meczach gospodarzy!) są absolutnie niedopuszczalne.

Nie była to wina samych kibiców. Brakowało lidera. Wodzireja, który pociągnąłby za sobą piętnaście tysięcy ludzi. Spikerom, w świetle przepisów europejskiej federacji, nie wolno zagrzewać kibiców do boju w jakikolwiek sposób. Mogą jedynie podawać aktualny wynik oraz informować o zmianach zawodników. Dlatego właśnie pojawili się oni – kibice z kieleckiego klubu kibica „Iskra”.

„To wszystko było bardzo spontaniczne. Widzieliśmy, że atmosfera nie jest taka, jaka powinna być, więc przyjechaliśmy wesprzeć kibiców w Krakowie i poprowadzić doping” – mówią zgodnie kielczanie.

Pierwszy raz pojawili się na meczu Polaków z Francją. Różnica była kolosalna. Biało-czerwoni musieli od razu ją poczuć, bo momentalnie sprowadzili przeciwników do parteru. A może było odwrotnie i to pod wpływem kosmicznej gry chłopaków kibice wspięli się na wyżyny.

Kielczanie przyznają, że dużo łatwiej jest zmobilizować publiczność do dopingu, gdy wydarzenia na boisku układają się po myśli zespołu. Owładnięci euforią kibice są bardziej skorzy do zdzierania gardeł i podskakiwania w rytm bębnów. To z kolei dodatkowo nakręca zawodników, którzy gestami i okrzykami nakłaniają publikę do jeszcze większego zaangażowania – taka samonakręcająca się spirala.

Cała akcja przyjazdu do Krakowa to jedne wielkie wariackie papiery. Za każdym razem kielczanie zapakowują się wraz ze sprzętem do samochodów i zasuwają do Tauron Areny. Nie bardzo mają możliwość poćwiczyć przyśpiewki, więc wszystko odbywa się spontanicznie. Są jednak na tyle doświadczoną ekipą, że w każdych warunkach dadzą sobie radę.

Dopingiem kierują dwie osoby – Ziele i Maniek. Panowie niemal przez cały mecz stoją tyłem do boiska, nierzadko w ekwilibrystycznych pozycjach, balansując na krzesełkach czy barierkach, by pozostać dobrze widocznymi dla grupy kibiców. To oni decydują o tym, jakie słowa w danej chwili wydobędą się z gardeł tysięcy ludzi i jaki rytm wytłuką bębniarze. Przepisy bezpieczeństwa zabraniają im używać megafonu, więc muszą krzyczeć co sił w płucach, by ich głos został usłyszany przez członków klubu kibica. Dodatkowo, non stop wykręcają szyje, by zobaczyć co dzieje się na boisku. „Prowadzący doping na bieżąco musi śledzić bieg wydarzeń na parkiecie i na niego reagować. Piłka ręczna to sport błyskawicznych zwrotów akcji, dlatego trzeba bardzo szybko myśleć o kolejnych przyśpiewkach” – tłumaczą kibice.

Na co dzień załoga „Iskry” wspiera zespół Vive Tauronu Kielce. Zwykle więc ma za zadanie poprowadzić doping w hali mieszczącej cztery tysiące osób. Piętnastotysięczna publiczność jest dla niej nie lada wyzwaniem, ale i w takich warunkach ekipa miała już okazję się sprawdzić, dowodząc kibicami podczas sierpniowego sparingu mistrzów Polski z PSG.

Kielczanie mówią jednak, że nie można porównywać tych sytuacji: „Wtedy nie był to żaden mecz o punkty. Atmosfera typowo piknikowa, a nas było dwa razy więcej, niż teraz”.

Wspaniały klimat na trybunach Tauron Areny został doceniony przez biało-czerwonych. Niektórzy członkowie ekipy z Kielc są w kontakcie telefonicznym z zawodnikami. „Chłopaki zauważyli różnicę. Otrzymujemy od nich podziękowania za wsparcie” – mówią. Bardzo możliwe, że w kolejnych spotkaniach do dopingujących dołączą fani z Płocka. Byłby to bardzo miły gest zjednoczenia kibiców wrogich klubów w duchu wspierania reprezentacji.

Pięćdziesięcioosobowa załoga „Iskry” to nie jedyny kielecki akcent w Krakowie. Od początku rundy głównej jednym ze spikerów w hali jest Paweł Papaj, dyrektor marketingu Vive i głos Hali Legionów. Praca przy EURO 2016 pozwoliła odkryć nieznany dotąd talent uroczego jegomościa… do tańca. Harce Pawła na trybunach zostały dostrzeżone przez bystre oczy dziennikarza, Pawła Kotwicy i zarejestrowane na kamerze.

Miło mi więc przyznać, że atmosfera w Krakowie ma się bardzo dobrze. Oczywiście nie jest to zasługa jedynie wymienionych wyżej osób – bez kilkunastu tysięcy ludzi, którzy co drugi dzień zjeżdżają się do hali z całej Polski oraz innych krajów Europy, nic by z tego nie wyszło. Gratulacje dla Was wszystkich, że razem tworzycie ten piękny turniej!

 

 

written by Magda Pluszewska