Aktualności
presented by

Blog

03/01/2016

Kraków – gdzie historia zbija piątkę z nowoczesnością

O tym, jakie miejsca warto odwiedzić podczas pobytu w stolicy Małopolski

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami znajdowała się osada, w której co chwilę coś się działo. A to najeżdżali ją Tatarzy, a to mieszkańców nękał smok, a to Wanda Niemca nie chciała i bidulka musiała rzucić się z mostu. Te i inne legendy krakowskie wciąż są żywe w stolicy Małopolski, a ich przejawy widać na każdym kroku.

I tak, na przykład, idziesz sobie Plantami wzdłuż ul. Św. Gertrudy i nagle przed oczami wyrasta Ci Wawel. U podnóży zamczyska ogniem zionie kamienny smok. Nad rynkiem pochylają się dwie wieże mariackie, z których kiedyś dzielny trębacz ostrzegł mieszkańców przed najazdem Tatarów, a w Nowej Hucie wznosi się Kopiec Wandy.

Kraków urzeka jednak nie tyle samymi legendami czy historią, lecz tym, że barwna przeszłość przeplata się z nowoczesnością. Z młodością, nieustającą zabawą i chęcią życia chwilą.

Precel, bajgiel czy obwarzanek?

Krakusom nigdy się nie spieszy. Znacie tę grupę na Facebooku „Nie znoszę, gdy ludzie przede mną wolno chodzą”? Jestem pewna, że założył ją jakiś napływowy mieszkaniec Krakowa!

Krakusi wiecznie się spóźniają. Ou, pardon, spaźniają. Nic dziwnego – albo stoją w korkach albo nie zdołali wpakować się do autobusu (zdecydowanie polecam tramwaje – są mniej zapchane i bardziej punktualne). Czasem mam wrażenie, że akademicki duch tego miasta po prostu udziela się mieszkańcom, a kwadransik studencki na stałe przyjął się w praktyce spotkań towarzyskich. Nie no, weźże, po co przyjść na czas, skoro po drodze można sobie jeszcze czasnąć kawę lub precla?

Precel, bajgiel, obwarzanek – różne nazwy, ale każdy wie, o co chodzi. W gruncie rzeczy, tylko obwarzanek jest poprawnym określeniem skręconego na kształt pierścienia pieczywa, ale krakusi bez oporów używają wszystkich trzech (gwoli ścisłości jednak, precel to wypiek przypominający cyfrę osiem, zaś bajgiel to żydowska oponka). Okrągły symbol Krakowa doskonale sprawdza się jako szybka przekąska. Kupujcie jednak rozważnie – na niektórych stoiskach obwarzanki są zeschłe i niesmaczne.

Amerykańskie babeczki, piwko i muzyka na żywo

Zabytków w Krakowie jest bez liku. Oczywiście, jest kilka, których szkoda byłoby nie odwiedzić, zwłaszcza, gdy nie wiecie, kiedy będzie Wam dane powrócić do miasta – np. Kościół Mariacki, Zamek Królewski na Wawelu, Sukiennice czy Barbakan – ale nie przesadzajcie z tym. Jeśli chcecie poznać prawdziwy Kraków, pochodźcie po knajpkach, porozmawiajcie z ludźmi, poczujcie studencki klimat miasta.

Gdzie się wybrać? Dokonałabym podstawowego podziału na rynek i Kazimierz. Jeśli chcecie pobawić się w większym tłoku, idźcie na rynek. Jeśli wolicie romantyczne klimaty, wybierzcie Kazimierz. Na Rynku Głównym i odchodzących od niego uliczkach znajduje się mnóstwo kawiarni, pubów, restauracji i klubów. Każdy znajdzie coś dla siebie – są lokale na studencką kieszeń, są i te bardziej ekskluzywne, opanowane głównie przez obcokrajowców. Raczej odradzałabym Hard Rock Cafe – dobra muzyka, ale drogo, ciasno i pełno starszych panów z Wysp Brytyjskich.

Zresztą, jedyną sieciówką, którą według mnie naprawdę warto odwiedzić w centrum, jest Cupcake Corner na Brackiej. Lifestylowa kawiarenka z pysznymi, świeżymi ciachami z amerykańskim sznytem. Mój numer jeden to Red Velvet – babeczka z ciasta kakaowego zabarwionego na czerwono burakami. Pycha! Numer dwa to sernik karmelowy – puszyste, lekkie ciasto z dodatkiem karmelu ze słonymi orzeszkami a’la Snickers. Kawa raczej średnia, ale za to lemoniada rewelacja! Do tego wszystkiego bardzo sympatyczny personel i ładny, cukierkowy wystrój, a w głośnikach Michael Buble.

Koneserzy piwa odnajdą się w House of Beer przy ul. Św. Tomasza. Lokal zawsze pęka w szwach, głównie dzięki studentom. W lokalu piwa lane, butelkowane polskich i zagranicznych browarowców.

Do posiedzenia i pogadania polecam legendarny klub Pod Jaszczurami (Rynek Główny 8), w którym ongiś można było spotkać Zbigniewa Wodeckiego, Andrzeja Zauchę, a także śledzić początki kariery Grzegorza Turnaua (który obecnie częściej przebywa we własnej kawiarni Nowa Prowincja, oczywiście na Brackiej). Dzisiaj, niemal codziennie o godz. 21 w lokalu startuje karaoke. Chętnych zawsze jest sporo i nie wiem, skąd ci ludzie się biorą, ale naprawdę potrafią śpiewać!

W Sukiennicach natomiast znajduje się restauracja, w której o każdej porze dnia i nocy gościom lokalu przygrywa na żywo pianista. W ogródku, czynnym także zimą, można wypić dobre wino, kawę i zjeść coś na ciepło.

Najlepsze grzańce są na Kazimierzu

Kazimierz to stara żydowska dzielnica Krakowa, będąca kiedyś samodzielnym miastem. Dziś przyciąga niepowtarzalnym klimatem wąskich uliczek, zaułków, placów i kawiarenek. Najlepszego grzańca napijecie się w Singerze. Podają go z pomarańczą, w malutkiej kamionce, dlatego dosyć szybko go ubywa, ale dla ciasnego, mrocznego wnętrza i blasku świec, warto zamówić choć jednego i potem ruszyć w dalszą trasę.

Może zbłądzicie akurat do Kolanka – restauracji z wyśmienitymi naleśnikami, nie tylko na słodko, przy ul. Józefa 17. Zwykle sporo tam ludzi i czasem trzeba poczekać na stolik. W Kolanku organizowane są projekcje filmowe, wieczorki poetyckie, koncerty oraz wystawy.

Dla koneserów życia nocnego

Po rozgrzewce w knajpkach, Kraków zaoferuje Wam intensywne życie nocne. Najpopularniejsze kluby nocne w mieście to Frantic, Shine i Prozak. Do żadnego z nich nie warto zapuszczać się przed północą. Który z nich najlepiej odwiedzić? Na przewodnika wybrałam Maćka Brzezińskiego – konesera klubowego życia Krakowa, studenta UJ, który o nocnych lokalach w mieście wie wszystko!

„Ja najczęściej bawię się we Franticu. Dwa parkiety i VIP room z osobnym barem – zawsze pełno tam ludzi, szczególnie w piątki i soboty” – mówi Maciek – „Raczej nie chodzą tam duże grupy, więc stosunkowo łatwo jest nawiązać nowe znajomości. Muzycznie Frantic jest świetny, bo posłuchać tam można dobrych setów, a nie jakiejś playlisty hitów z rozgłośni radowych. ”

–  A jacy ludzie tam chodzą?

–  Bardzo eleganccy. Dżentelmeni, dziewczyny w szpilkach i krótkich sukienkach. To dość elitarny klub, w którym dbają o selekcję.

–  Jak jest w Prozaku?

–  Prozak to miejsce dla wybrednych. Bardziej mroczne, z niepowtarzalnym klimatem, przeznaczone dla wielbicieli trapu, rapu i minimal techno. Często organizują tam koncerty zagranicznych DJ-ów, które gromadzą międzynarodowe towarzystwo.

–  No dobrze, a Shine?

–  Shine to zupełnie inna bajka. Jest największy spośród tych trzech klubów, o których rozmawiamy. Średnia wieku zapewne nieco wyższa, niż w pozostałych, dość ekskluzywne miejsce. Muzycznie stawiają bardziej na komercję a’la imprezki pokroju Tomorrowland.

Futbol, łyżwy i Tauron Arena

Kraków to bardzo sportowe miasto. W piłkarskiej ekstraklasie występują dwa kluby, Wisła i Cracovia. Ich stadiony znajdują się niedaleko siebie, w okolicach Błoni. Jest i drużyna hokejowa, której lodowisko udostępniane jest zwykłym śmiertelnikom, gdy nie jest ono użytkowane przez zawodników. Na stronie cracovia.pl/hokej/slizgawki znajdziecie rozkład ślizgawek, które zwykle trwają 90 min. Na miejscu można wypożyczyć skórzane lub plastikowe łyżwy.

Co najbardziej Was interesuje, to jednak Tauron Arena – wielofunkcyjna hala wybudowana zaledwie półtora roku temu, najnowocześniejszy obiekt w Polsce. Arena przytłacza wielkością, ponieważ ma całkowitą pojemność ponad 20 tys. miejsc. Od 15 stycznia rozgrywane w niej będą mecze grupy A z udziałem Francji, Polski, Serbii i Macedonii, następnie fazy zasadniczej i wielki finał. Szczerze mówiąc, wolę gdańską ERGO Arenę, bo nie jest aż tak wielka i nie potrzeba lornetek, by dojrzeć piłkę z górnych sektorów. Niemniej jednak, krakowska hala wypełniona po brzegi z pewnością stworzy niepowtarzalny klimat Mistrzostw Europy.

Kolorowe schody

Na koniec chcę Wam pokazać bardzo ciekawe miejsce na krakowskim Podgórzu – Kolorowe Schody. Każdy stopień opisany jest innym cytatem jakiejś znanej osobistości. Wśród nich m.in. Albert Einstein, Terry Pratchett czy Tata Muminka. Tęczowe barwy, inspirujące hasła i trening wydolnościowy w jednym – wszystko to sprawi, że z pewnością nie raz uśmiechniecie się, maszerując w górę i w dół. Ulica Tatrzańska na Podgórzu, przystanek Limanowskiego. Jak zwykle, polecam stronę krakow.jakdojade.pl.

Została mi jeszcze jedna rzecz do powiedzenia: nie sugerujcie się zupełnie tym, co tutaj napisałam. Odkryjcie swój własny Kraków i podzielcie się wrażeniami. Najlepiej zastosować metodę na chybił – trafił: wsiąść do pierwszego lepszego tramwaju, wysiąść na losowym przystanku i zajść, gdzie Was nogi poniosą.

written by Magda Pluszewska