Aktualności
presented by

Blog

18/01/2016

Katowice: eklektyzm pod czujnym okiem UFO

O nadzwyczajnej uprzejmości śląskich kierowców, podniebnym barze i centrum lokalnego hedonizmu
  • Photo: Magda Pluszewska

Katowice to specyficzne miasto. Spacerując jego ulicami ma się wrażenie, że nic do siebie nie pasuje. Surowa, typowo przemysłowa architektura miesza się z nowoczesnymi drapaczami chmur, urokliwymi kamienicami i wielkimi galeriami handlowymi. Rynek nie ma nic wspólnego z klasycznym rynkiem – próżno szukać tam Ratusza, eleganckich restauracji czy szeregu knajpek, do jakich przyzwyczaiły nas Kraków czy Wrocław. Zamiast tego wielki plac przecięty torami tramwajowymi z lodowiskiem na środku. Wokół budynki. Każdy inny. Każdy niepasujący do sąsiedniego.

Ma to swój urok, nie przeczę. Zwłaszcza, że wszystkiemu z oddali przygląda się Spodek, osobliwa hala sportowa zbudowana na kształt pojazdu przybyszów z kosmosu. Przy dobrej pogodzie, doskonale widoczny obiekt uzupełnia eklektyczny krajobraz centrum Katowic. Niestety, przy mgle, która ostatnio dość mocno spowiła miasto, nie ma szans dostrzec go z rynku, choć w linii prostej dzieli go od niego zaledwie 800 metrów.

UFO w środku miasta

Halę budowano z myślą uczynienia jej symbolem miasta, którego do lat 70. Katowicom wybitnie brakowało. Cel został osiągnięty, bo Spodek do dziś jest głównym znakiem rozpoznawczym stolicy Górnego Śląska. Jej największą zaletą jest lokalizacja – to zdecydowanie najlepiej usytuowana arena spośród wszystkich czterech obiektów EURO 2016. Tuż przy ogromnym rondzie, pod którym biegnie tunel dla samochodów i cztery przejścia podziemne upłynniające ruch pojazdów w godzinach szczytu. Z runku do hali dojdziemy w 10 minut.

Spodek to jeden z najgorętszych obiektów sportowych w Polsce. Mnie najbardziej kojarzy się z meczami reprezentacji Polski w siatkówce i rozbrzmiewającą ponad trybunami „Pieśnią o Małym Rycerzu”. Jestem pewna, że kibice staną na wysokości zadania również przy piłce ręcznej i stworzą wspaniałą atmosferę przyjezdnym drużynom podczas fazy grupowej.

Bar na poziomie nieba

Tuż obok spodka, po drugiej stronie alei Roździeńskiego, znajduje się hotel Qubus. Na jego szczycie ulokowane jest bardzo przyjemne miejsce, z którego roztacza się cudowny widok na miasto. To Sky Bar – najwyżej położony bar na Śląsku.

Specjalność zakładu? Tort kajmakowy! Czternaście warstw kruchego ciasta, słodki krem, bakalie i do tego wszystkiego gałka lodów. Potężna dawka kalorii, to prawda, ale przede wszystkim niesamowita porcja doznań smakowych. Polecam skosztować w zestawie z latte lub cappuccino.

Towarzyski maraton po Mariackiej

Jeśli lubicie eleganckie wnętrza, to wpadnijcie do restauracji Kryształowa przy ul. Warszawskiej. Zaraz przy wejściu podchodzi do Was kelner, prowadzi po schodach do korytarzyka, w którym znajduje się szafa. Do szafy tej na spoczynek udają się Wasze okrycia wierzchnie, a Wy zasiadacie do stołu. Kuchnia polska oraz specjały typowo śląskie, np. wodzionka lub karminadle.

Maraton po knajpach? Idźcie na Mariacką – tam gnieździ się siedlisko katowickiego hedonizmu. Gdzie nie spojrzeć, puby, bary, kluby i kawiarnie. Ulica ta urosła do rangi centrum życia towarzyskiego miasta i ma własną witrynę, na której znajdziecie wykaz wszystkich lokali – mariacka.eu. Miejscowi polecają Ambasadę Śledzia, Katofonię, Bar-a-boo, Len Arte i wege bar Złoty Osioł.

A na zakończenie udanego wieczoru można wpaść do Spiżu (ul. Opolska 22). To cztery parkiety czynne od środy do soboty – duży, nowoczesny klub z własnym browarem. Fanom undergroundowych klimatów i elektronicznej muzyki spodoba się InQbator (ul. Dworcowa 2).

Kręgle, bilard i kino

Koniecznie zahaczcie też o Punkt 44 (ul. Gliwicka 44). To nieco oddalone od serca miasta centrum rozrywki, w którym do dyspozycji czeka na Was multipleks, kręgielnia, bilard, salon gier wideo i kilka lokali gastronomicznych. Polecam szczególnie kręgle! Ja jestem w tym temacie zupełnie zielona, ale na szczęście ostatnio ćwiczył obok mnie pan z personelu, który wytłumaczył podstawową technikę rzutu i pośmiał się trochę z moich „wyczynów”. Koszt to 30 zł za godzinę zabawy.

Co prawda EURO 2016 kończy się w Katowicach już w ten wtorek, ale autostradą z Krakowa to zaledwie godzina drogi. Po drodze dwie bramki, na każdej zapłacimy 10 zł. Szczególnie fajna trasa w mgliste dni, gdy z wszechogarniającej szarości wyłaniają się zarysy pochylających się nad asfaltem drzew. Warto wpaść choć na chwilę, by poczuć klimat Śląska – niezwykłą bezpośredniość i uprzejmość mieszkańców (gdy byłam tam ostatnio, kierowca samochodu zatrzymał się na środku ulicy, by nie wjechać mi w kadr podczas robienia zdjęcia, sędziwy staruszek zagadnął mnie przy oczekiwaniu na zielone światło na przejściu dla pieszych, a sympatyczna parkingowa podarowała mi kwadransik gratis przy opłacaniu postoju w strefie) oraz charakterystyczną gwarę.

written by Magda Pluszewska